Jestem artystą wizualnym zajmującym się głównie fotografią od ponad 20 lat. W tym czasie miałem przyjemność pracować zarówno w sposób tradycyjny, na negatywie, wywołując filmy i robiąc odbitki w ciemni, jak i przeszedłem na pracę czysto cyfrową, z wykorzystaniem komputerów i drukarek. Dzięki temu, miałem przyjemność nie tylko obserwować, ale i doświadczać tego jak technika cyfrowa rozwijała się, od pierwszych cyfrowych lustrzanek po dzień dzisiejszy, gdzie do „torby fotografa” poza aparatami dołączył też laptop i oprogramowanie na nim zainstalowane, a ostatnio także szeroko implementowana SI.
Autor: dr Rafał Siderski
Od kiedy algorytmy, zwane ogólnie sztuczną inteligencją zawitały na komputery zwykłych użytkowników rozpoczęła się debata o tym, jak to wpłynie na przyszłość i jej kształt. Pojawiły się od razu przewidywania o tym, jakie zawody znikną z rynku, kto stanie się zbędny, a kto przetrwa. Odbyłem wiele rozmów ze znajomymi, zarówno tymi z branży kreatywnej, jak i spoza niej. W tym tekście chciałbym skupić się na tych, powiązanych ze sztuką i twórczością. Rozmowy z tej kategorii mógłbym podzielić na dwie części. Pierwsza to wykorzystanie nowego narzędzia, czyli jak SI ułatwi nam naszą dotychczasową pracę twórczą, a druga, to ogólne dywagacje o tym jak SI wpłynie na sztukę i twórczość w dużo szerszym rozumieniu.
Zacznę od SI jako narzędzia, bo jest już ono na tyle ugruntowane, że można nawet stwierdzić, że jest znane i lubiane. Jako twórca korzystam i doceniam to, jak algorytmy przyśpieszyły i ułatwiły mi pracę. Najwyraźniej pomoc SI widzę w zakresie obróbki i postprodukcji. Operacje takie jak retusz skóry, czyszczenie powierzchni z niepotrzebnych elementów itp. zajmowały godziny. Obecnie dzięki wdrożeniu nauczania maszynowego i algorytmów te same operacje zajmują minuty, a dodatkowo dają lepsze rezultaty. Gdy prowadziłem zajęcia z fotografii dekadę temu, często śmiałem się z moimi podopiecznymi, że większość ludzi myśli o postprodukcji używając scen rodem z filmów sensacyjnych, gdzie wystarczy powiedzieć komputerowi „wyczyść skórę” a komputer robi to sam. W tamtych czasach trzeba było dużo skrupulatnej pracy, często wybierając próbkę do samplowania ręcznie i precyzyjnie, aby jak najbardziej pasowała do finalnego, niewidocznego retuszu. Dzięki zastosowaniu SI obecna praca, zbliża się do dawnych wyobrażeń filmowych . Co prawda zamiast wymawiać komendy trzeba je wpisywać, ale mechanizm działania pozostaje ten sam. Dzięki temu zamiast żmudnej, technicznej pracy nad plikiem graficznym, mogę skupić się na tym co jest dla mnie najważniejsze, czyli na procesie twórczym.
W tym pomaga mi druga strefa, w której SI używam jako narzędzia, a jest to szeroko rozumiany ‘research’. Dobrze pamiętam czas, gdy od tego jak sformułowało się zapytanie w wyszukiwarce internetowej zależała nie tylko ilość, ale i trafność odpowiedzi. Przypominało to porozumiewanie się hasłami przez osobę ledwo władającą danym językiem, niż autentyczne zapytania dot. konkretnej wiedzy, wiadomości lub informacje. Bardzo cenie sobie obecną możliwość „rozmowy” z wyszukiwarką, gdy zadaję jej pytania tak jakbym pytał żyjącą osobę. I tak, wiem, że Si ma swoje halucynacje i nie wszystko co odpowiada jest prawdą. Mam też jednak świadomość, że tak jak dziś filtruję te halucynacje, tak samo kiedyś filtrowałem wyniki błędne, nie na temat, lub pochodzące ze stron niewiadomego pochodzenia. Dzięki uproszczeniu procesu rozeznania w zakresie tematu, który mnie interesuje, ponownie mogę zaoszczędzić czas, i wykorzystać go na proces twórczy. Składa się on oczywiście m.in. z poszukiwania i weryfikowania wiedzy, ale też z pozwolenia sobie na błądzenie, nietrafione decyzje czy prace, które po prostu miały się nie udać, a były krokiem w stronę innych, tych których jeszcze nie znam, których jeszcze nie zrobiłem.
Przechodząc do drugiej kategorii czyli wpływu jakie SI ma i mieć będzie na rozwój sztuk wizualnych, głównie tak bliskiej mi fotografii, nie sposób nie wspomnieć o tym, że fotografia umierała już kilka razy. Gdy Kodak przedstawił swój aparat dla amatorów, gdy popularyzował się format 35 mm czy też – i tej śmierci byłem świadkiem – gdy fotografia cyfrowa wypierała tradycyjną. Kolejna śmierć podobno następuje teraz gdy algorytmy i tzw. sztuczna inteligencja zalewa przestrzeń cyfrową obrazami generatywnymi. Słychać przy tym wielość głosów wieszczących koniec fotografii oraz tego, że fotografowie przestaną być potrzebni i już powinni się przebranżawiać. Generowany przez algorytmy kontent dla mediów społecznościowych oraz kampanie reklamowe zdają się potwierdzać te obawy, ale czy na pewno są one zasadne?
Jako artysta wizualny od ponad dwudziestu lat zajmujący się głownie fotografią, przyglądam się temu zjawisku z zainteresowaniem, ale też spokojem. I choć z częścią tez o końcu, choć chyba bardziej pasowałoby określenie zmianie fotografii się zgadzam, to na jej potencjalne uśmiercenie przyjdzie nam trochę poczekać.
Mój spokój wiąże się głownie ze świadomością specyfiki fotografii jako medium. Tak jak większość sztuk plastycznych czerpie w dużej mierze z wyobraźni, tak fotografia z samej swojej definicji oparta jest na rzeczywistości. Malarstwo, grafika, rzeźba powstają w wyobraźni twórcy, z której to mogą być bezpośrednio przeniesione na płótno, papier etc. Te wizje nie muszą być realizowane w rzeczywistości, gdyż media te w przeciwieństwie do fotografii, nie są z nią złączone tak nierozerwalnie.
Fotografia to zawsze połączenie elementu światłoczułego i obiektywu. Dlatego też, jeśli chcemy coś sfotografować, musi to pojawić się przed obiektywem. Mówiąc bardzo ogólnie, każda fotografia jest dokumentem lub może bardziej ogólnie dokumentacją. Każda, nawet najprostsza wizja by zostać sfotografowaną, musi zostać najpierw zrealizowana w formie materialnej. Aby sfotografować martwą naturę, musimy ją ułożyć, zaaranżować i oświetlić przed obiektywem. Gdy wymyślimy sobie zdjęcie zerwanego mostu nad dużą rzeką, to musimy przed takim mostem stanąć z aparatem. Jeżeli mamy wizję portretu osoby, która siedzi na jednorożcu, to musimy zbudować scenografię z prawdziwych rekwizytów udających jednorożca i posadzić na nim swojego bohatera. Z pozoru dywagacje te mogą wydawać się tylko kwestią czysto teoretyczną, ale to właśnie ta cecha charakterystyczna fotografii jest według mnie jedną z jej najważniejszych i najciekawszych właściwości. Sprawia ona, że na każde zdjęcie patrzymy jak na dokumentację czegoś co potencjalnie mogło się wydarzyć. Często myślę o tym, jak o adnotacji przy filmie lub książce „oparte na faktach”. Zupełnie inaczej odbieramy obraz, historię, gdy mamy świadomość (albo ułudę, o co w fotografii też łatwo) że nie jest ona tylko czyimś wyobrażeniem, a bazuje na prawdziwych doznaniach. W ten sposób fotografia bardzo dobrze kłamie, niemal idealnie naśladując prawdę.Jest o czymś więcej, niż popularne stwierdzenie „nie masz zdjęcia to się nie wydarzyło”. Bardziej nawet chodzi tu o jego odwrotność: „jeśli masz zdjęcie, to to się wydarzyło”. I choć wiem, że jest to stwierdzenie nie zawsze prawdziwe, to jednak, gdy widzimy zdjęcie, jedną z pierwszych myśli jakie nam się pojawiają, jest skojarzenie z prawdą.
Z tej właściwości biorę swój spokój jako artysta wizualny. Obrazy generowane obecnie przez tzw. sztuczną inteligencję nie są fotografiami, a co najwyżej hiperrealistycznymi grafikami. Jestem pewien, że poświadczenie wydarzeń i rzeczywistości, jakim zawsze jest fotografia będzie dla odbiorców czymś ważniejszym, niż idealny obraz wygenerowany przez algorytm na podstawie ogromnej bazy danych składających się z innych obrazów. Bo czy nie chcemy mieć pamiątki z miejsca, w którym byliśmy naprawdę, a nie w którym chcielibyśmy być i sfabrykowaliśmy z niego coś co przypomina fotografie? Czy wygenerowany obraz z ważnej chwili będzie dla nas znaczył więcej niż zapis jej na matrycy aparatu? Niezależnie od tego, że na zdjęciu pojawiły się zagniecenia tam, gdzie nie powinny? No i na koniec, czy obcując z fotografią jako sztuką, na wystawie lub w książce fotograficznej, nie będziemy czuć pewnego dreszczyku emocji na myśl, że to co widzimy na zdjęciu gdzieś naprawdę zaistniało? I tak wiem, że SI i obrazy generatywne są wykorzystywane we wspaniały sposób przez niesamowitych twórców, ale nie o tym jest ten tekst.
Fotografia zawsze będzie opierać się o rzeczywistość i głęboko wierzę, że uchroni ją to przed kolejną już śmiercią.
dr Rafał Siderski (ur. 1984) w Białymstoku. Artysta wizualny zajmujący się głównie fotografią. Ukończył studia doktoranckie w Instytucie Fotografii Twórczej w Opawie. Obecnie pracuje jako adiunkt na Uniwersytecie Jana Długosza w Częstochowie. Jest współautorem inicjatywy Albom.pl, która zajmuje się digitalizacją i pracą z archiwami fotograficznymi. W 2019 roku opublikował książkę „Wyjedź Zostań”, a w 2024 roku ukazała się jego książka „Tributaries, Vibrations, Afterimages, and Songs on the Riverbanks”. Ma na swoim koncie liczne wystawy w Polsce i za granicą (Włochy, Niemcy, Japonia, Francja). W wolnym czasie wspina się, podróżuje lub jest gdzieś.